czwartek, 24 lipca 2014

Rusinowa Polana, obóz...

Witajcie!
Dawno mnie tu nie było, ale wiecie - wyjazdy, zielone szkoły itede. A na jednym z tych wyjazdów... Rusinowa Polana! Taka agroturystyka, z końmi. Jeździłam sobie dwa razy dziennie w teren, a co sobie żałować xD Oczywiście, jeździłam na moich dwóch ulubieńcach:

- Martini
Mój najkochańszy:* Lat osiemnaście, krzyżówka małopolaka z czymś jeszcze xD Nieco leniwy, gniady, niewysoki - ok. 145 cm. Posiadacz pięknej grzywy i ogona:-)

- Puszkin
Cudny taki kasztanek, lat dziewięć, małopolak, nawet wysoki. Strasznie nerwowy, ale kocham:*

Oprócz jeżdżenia, to jeszcze siedziałam sobie na pastwisku i po prostu zakochałam się w jeszcze innym koniu - chyba dwudziestoletnim Lotosie. Taka łagodna bestia, przytulas jeden. No i był jeszcze Lunatyk, też uwiebiam, wygląda jakby miał brodę. No i Nowalijka, Pinatubo, Lawina, Quarra...

Długo by wymieniać xD

A oprócz tego byłam też na obozie w Stajni Pestka, i - uwaga, uwaga - awansowałam z nielota do niskich lotów, if you know what I mean. Tak, to oznacza że zaczęłam skakać:D Na razie takie maluchy, bo max. 40 cm, ale to tam szczególik. Dwa razy spadłam, ale to tylko na jazdach na oklep xD Generalnie było bosko, ale i tak nie mogę się doczekać, jak znowu pojeżdżę na mojej Famci:*

I już nie mam o czym pisać ;c
No cóż, to do napisania!

niedziela, 15 czerwca 2014

Witojta.

Witajcie na moim blogu o jakże zacnej nazwie: Koń to Ssak Kopytny. Powstał on dlatego, bo taką miałam ochotę, nie czepiajta się :D
Myślę, że będzie to blog związany raczej z moją "przygodą" z jazdą konną, ale wszystko jest możliwe, takze nie nastawiajcie się zbytnio.
Jeżdżę sobie konno już od jakiegoś czasu, ale jako że z przerwami, to na razie jestem na etapie galopu:)



Co by tu...? A, no, w środę oczywiście na jazdę, ostatnią do końca wakacji ;( Wsiadłam sobie na Famcię, macie tu nawet fotkę ze strony stajni:
Fama

Jakaś kobiecina przyprowadziła ze sobą wnusia, żeby popatrzył, a jak to jest z małymi dziećmi, wiadomo - zaraz się drze. Koń koleżanki przerażony zrywa się galopem i siup na drugi koniec placu, a Fama zaczyna się cofać - byle dalej od szatańskiego nasienia. Na szczeście wszystko się dobrze skończyło, pogalopowałyśmy sobie i do boksu.
A w środę jadę w Bieszczady, też na konie :D macie linka: http://www.rusinowa.pl